Ku przestrodze - historia pani Jadwigi

Opisana poniżej historia wydarzyła się naprawdę. Postanowiliśmy ją tutaj zamieścić ku przestrodze dla innych osób, które starają się o pracę opiekunki osób starszych za granicą. Imiona bohaterów zostały na ich prośbę zmienione – po przeczytaniu na pewno zrozumiecie, dlaczego tak się stało.

Kiedy Jadwiga usłyszała od znajomej, że wiele niemieckich rodzin szuka polskich opiekunek osób starszych, postanowiła spróbować swoich sił:

– Pomyślałam, że to coś dla mnie. Zadzwoniłam do agencji znalezionej w internecie, żeby o wszystko wypytać. Proponowane wynagrodzenie było bardzo atrakcyjne, ale problemem był język… Okazało się, że pracownicy wszystkim kandydatkom telefonicznie sprawdzają niemiecki. Przyznaję, że trochę mnie to zdenerwowało. Nie podobało mi się, że ktoś ma mnie sprawdzać – czy ja jestem jakąś uczennicą, żeby mnie tak odpytywali?! Próbowałam się uczyć, wkuwałam słówka i zwroty, ale one wcale nie chciały mi wchodzić do głowy tak szybko, jak planowałam, więc wkrótce się zniechęciłam.

Po kilku dniach wpadł mi do głowy pewien pomysł. Najpierw nie myślałam o tym na poważnie, ale czas mijał, a ja dalej nie znałam potrzebnych słówek, no i miałam duże problemy z budowaniem zdań i odmianami. W końcu coś mnie podkusiło i zdecydowałam, że jak zadzwonią z agencji, to dam do telefonu moją córkę. Ona ma podobny głos do mnie i uczyła się niemieckiego w liceum i później na kilku kursach. Wtedy wydawało mi się, że to bardzo sprytny pomysł.

Jak postanowiła – tak zrobiła. Córka przedstawiła się jako pani Jadwiga i przeszła za nią telefoniczne sprawdzanie języka.

– Moja córka świetnie sobie poradziła. Dostałam dzięki niej najwyższą ocenę od pani, która sprawdzała „mój” język. Po kilku dniach zadzwoniła pani z tej firmy, że mają dla mnie ofertę pracy. Schorowana staruszka szukała opiekunki, która dobrze mówi po niemiecku – wspomina Jadwiga – trochę się bałam wyjazdu, ale stwierdziłam, że nie ma sensu się denerwować – jakoś to będzie. Wierzyłam, że na miejscu szybko się douczę i że jakoś się z tą staruszką „dogadam”.

 

Wyjazd do Niemiec

Pani Jadwidze spodobało się, że podopieczna mieszka w dużym domu z ogrodem. Opiekunka nie zastanawiała się więc długo, załatwiła ostatnie sprawy w Polsce, spakowała się i wsiadła w autobus.   Do Hamburga jechała całą noc.

– Na dworcu w Hamburgu czekała na mnie uśmiechnięta kobieta w średnim wieku – opowiada – Domyśliłam się, ze to córka mojej podopiecznej. Podeszła do mnie, przywitała się i zaczęła do mnie mówić – bardzo dużo, głośno, z entuzjazmem i szybko. Niestety nic nie rozumiałam, więc powiedziałam tylko „Guten Tag”… Było mi bardzo głupio, bo ta pani o coś mnie pytała, ale ja nie miałam pojęcia o co jej chodzi, a tym bardziej jak odpowiedzieć.

Córka podopiecznej – Verena – starała się mówić powoli i wyraźnie. Jej entuzjazm i sympatia dla nowej opiekunki z każdą chwilą słabły.

– Pamiętam, że ta pani była coraz bardziej zdenerwowana. Zadawała chyba kolejne pytania, ale nic nie umiałam jej odpowiedzieć. Wsłuchiwałam się, ale nie potrafiłam wydusić ani słowa poza „Guten Tag” i „Ich heiße Jadwiga”. Byłam już wtedy bardzo przerażona. Z nerwów zaczęłam coś mówić po polsku, liczyłam, że może ona coś zrozumie i jakoś się dogadamy… Wtedy ta pani już bez słowa ani uśmiechu wzięła mnie za rękę, zaprowadziła do samochodu i zawiozła do domu swojej matki.

 

Kłamstwo ma krótkie nogi

Po przyjedzie do podopiecznej – pani Lieselotte – córka opowiedziała jej, co się stało. Chwilę rozmawiały. Pani Jadwiga znów nie zrozumiała, co powiedziała Verena, a tym bardziej staruszka, która mówiła cichym i słabym głosem.

– Bardzo chciałam skorzystać z toalety, całą noc siedziałam przecież w autobusie, ale nie umiałam zapytać o łazienkę – opowiada Jadwiga – Stałam tam i stałam, miałam wrażenie, ze rozmawiają bardzo długo. To trwało tylko chwilę, ale miałam wrażenie jakbym czekała w nieskończoność. Były niedaleko mnie, ale oczywiście dalej nic nie rozumiałam. To było straszne. Próbowałam jeszcze poradzić sobie za pomocą kieszonkowego słowniczka, który miałam ze sobą, ale układanie zdań z pojedynczych słów kompletnie mi nie wychodziło. Chwilę później pani Verena z kimś rozmawiała przez telefon i podała mi słuchawkę. Powiedziałam „Halo” i usłyszałam nareszcie głos mówiący po polsku.

– Halo, pani Jadwigo, czy wszystko w porządku? Właśnie rozmawiałam z panią Baumann – jest zdenerwowana i twierdzi, że pani nic nie mówi. Czy coś się stało? – pytała pani pracująca w agencji – Przecież pani bardzo dobrze zna niemiecki, czemu pani nic się nie odzywa? Wszystko w porządku?

– Było mi strasznie wstyd, ale nie miałam już wyjścia – wspomina Jadwiga – Przyznałam się przez telefon, że to moja córka odpowiadała zamiast mnie podczas testu.

Podopieczna i jej córka nie zgodziły się, by pani Jadwiga została w Hamburgu. Co więcej, domagały się, by jeszcze tego samego dnia przyjechała inna opiekunka, która rzeczywiście zna niemiecki.

Wynagrodzenie opiekunki w dużym stopniu zależy od jej znajomości języka, więc jeśli dana rodzina zdecydowała się na osobę, która dobrze mówi po niemiecku, to na pewno nie zgodzi się na kogoś, kto nie spełnia tego wymagania. 

– Zdałam sobie sprawę, jak nierozsądnie i nieodpowiedzialnie postąpiłam. Naiwnie wierzyłam, że moje kłamstwo nie wyjdzie na jaw. Pani z agencji powiedziała mi, że mam wrócić na dworzec i kupić bilet powrotny, ale ja nie miałam przy sobie wystarczająco dużo pieniędzy. Agencja zapłaciła więc za mój bilet. Pani Verena bez słowa odwiozła mnie na autobus. Po powrocie do Polski oddałam agencji pieniądze za bilet i przeprosiłam, ale wiem, że to za mało. Mieli kłopoty przez to, co zrobiłam, a przecież to nie była ich wina… Byłam tak bezmyślna! Gdybym pomyślała wcześniej, ile przeżyję przez to stresu i wstydu, z pewnością nie zdecydowałabym się na ten nieuczciwy krok! Zaszkodziłam sobie i ściągnęłam problemy na innych. Teraz już wiem, jak bardzo brakowało mi wyobraźni.

Po tym wszystkim dotarło do mnie, że język w pracy za granicą to podstawa. Inaczej człowiek nie potrafi sobie nawet kupić czegoś do picia, a co tu mówić o opiece nad kimś. Przecież trzeba z podopiecznym rozmawiać, rozumieć jego prośby. Teraz już wiem jak bardzo brakowało mi wyobraźni. Teraz już nic nie usprawiedliwi mojego oszustwa, ale może inne osoby, które przeczytają moją historię powstrzymają się przed takim rozwiązaniem, które tylko wydaje się pomysłowe.

Oprac. CT

Dodaj komentarz

Na podany adres e-mail zostanie wysłany link potwierdzający dodanie komentarza. Adres e‑mail nie będzie prezentowany na stronie.
Janina Rutkowska:

Dorosły człowiek bez wyobraźni.

Halina:

Wiem, co przeżyła ta Pani. Kiedyś nie znałam języka włoskiego i tzw, ROZMÓWKI niczego nie zmieniły. Praktyka i żywy język idę w parze, barierę językową przełamałam. Bardzo chcę znać język niemiecki. Właśnie teraz, uczę się jego. Pozdrawiam. Halina.

Angela:

Ciag dalszy ...wrocilam z myslami minelo dwa dni posredniczka dzwoni z informacja ze syn mojej babci zmarl za dwa tyg babcia hmm czy to moja winna kolejne mysli ...juz koniec niewracam az nagle..kolejny telefpn z poprzeniej rodziny czy przyjade do meza tej pani co zmarla przy mnie dzwonila ich corka dawala duze pieniadze za przyjazd odmowilam poniewaz moj syn drugi syn mial dwa lata ...minelo 3 tyg dzwonia ze zmarl ....zal tylko pozostal i mysl ze gdybym pojechala by niebyl sam ....no a teraz znowu jestem tu w de opiekuje sie babcia juz trzeci raz jak jestem u niej bez pisredniczki doskonale soe dogadujemy mimo roznicy wieku bo mam aktualnie 30 a ona 88 ...dla mnie nie jest straszny jezyk lecz to ze dana osoba ktorej poswiecamy tyle czasu uwagi kiedys odejdzie .....

Angela:

Witam ...Jestem rowniez opiekunka mam teraz pod soba trzecia pania zaczelam w 2011r bardzp mloda bo mialam zaledwie 21 lat. To byl szok dla rodzin ze taka mloda znalam zaledwie kilka slow podstawe jezyka gdy przyjechalam na pierwsza prace ale dzieki rodzinie tej pani mezowi dzieciom wnukom to szybko zaczelismy normalnie rozmawiac czesto smiac z moich przekreconych slow az tu przy czwartym razem gdy przyjechalam po trzech dniach babcia zmarla trzymajac mnie i meza za reke ....wtedy zaczelam soe zastanawoac czy ta praca jest napewno dla mnie nie umialam sobie poradzic z dana sytuacja ...zostalam w tym domu do konca umowy by jej maz niebyl sam ale to juz nie to samo..rodzina traktowala mnie jak czlonka ich ....przeplakalam wiele wieczorow.wrocilam do domu do meza dziecka i po kilku mies korcilo mnie na nowa prace znalazlam posredniczke no i pojechalam no ale kplejna praca okazala sie trudna przez straszny charakter syna tej babci wytrzmalam do konca umowy i znowu mysli moze to nie dla mni

Iwona:

Mile Panie opiekunki pomoca w nauce jezykow jest czytanie tekstow mam za soba 16 lat pracy w roznych domach i zawodach w Itali tez wyjechalam bez jezyka jaki stres teraz ucze sie niemieckiego mysle ze dam rade slowka +odmiana + dobra wymowa a jezeli ktos uczyl sie angielskiego zna wloski troche no i naszej polszczyzny tez tam troche jest nie taki diabel straszny jak go maluja \n

Krysia:

Witam wszystkich serdecznie ...Moja historia pracy przy opiece rozpoczeła się prawie 9 lat temu ,nie znałam języka ''wciśnięto mnie na siłę dosłownie choć osoba polecająca wiedziała o barierze językowej '' .Doprawdy trafiłam wspaniale dostałam szansę od Bernadetty uczyła mnie codziennie ich języka po 3 tygodniach mojej pracy już rozmawiałam po Niemiecku z Polsch trafiłam do Mayen i tam dopiero dostałam szkołę życia ...Osoba chora psychicznie to co wcześniej się nauczyłam było za mało do jej wymagań ,nie poddałam się uczyłam się dalej samodzielnie :) i oto po tych wszystkich latach spędzonych w pracy jestem z siebie dumna ,rodzina mnie ceni bardzo zabiera w piękne miejsca żebym mogła odpocząć opłaca mi urlopy od czasu do czasu jestem nieomal jak członek rodziny ...Życzę każdej pani każdemu panu właśnie takich rodzin cieplutkich rozumiejących i szanujących jaką mam ja ...Z pozdrowieniami K.D.........

Renata:

Pracowałam w ub.roku w Olenburgu przy małżeństwie.Pojechałam tam za pośrednictwem znanej firmy.Przeżyłam szok,gdy przyjechała zmienniczka,która z tej firmy jeździ ponoć od lat.Język niemiecki był tylko w zakresie powitań i pożegnań,smacznego...itp.Kiedy coś do niej mówili Niemcy tylko się uśmiechała,nie rozumiała języka.Było mi wstyd za nią.Ptytali mnie czy ona rozumie ich,ale chyba nie i że jest dziwna.Z tego co wiem po tygodniu wyjechała,ale nadal jeździ do innych miejsc.Ja pobyt i pracę w tej rodzinie wspominam b.dobrze.Niestety kobieta zmarła i nie mogę już tam jechać,chociaż bardzo chciałabym.Języki obce znam z racji długoletniej pracy wśród obcokrajowców.Nigdy nie odważyłabym się wyjechać bez znajomości choć jednego języka obcego.Są przeróżne sytuacje w pracy,w opiece i język trzeba kochane koleżanki jednak znać.

Maja:

Jestem też opiekunką pracuje drugi miesiąc język mój jest słabiutki uczę się ale nie za bardzo mi to wychodzi=może już jestem za stara dobijam do 60 myślę że chyba zrezygnuję ,chociaż podopieczni są fantastycznymi osobami wyrozumiałymi jeśli chodzi o język co wy na to.?\nMaja,\n

Marzena:

To fakt, ze szczegolnie w pracy potrzebna jest znajomosc jezyka chocby na poziomie podstawowym tak aby zrozumiec polecenia i prawidlowo bez szkody dla siebie je wykonac, ale nie przesadzajmy juz jezeli chodzi o kupowanie czegos do picia lub czegokolwiek innego. Aby nie poradzic sobie w takich sprawach bez jezyka to trzeba byc totalnym niedorajda.

ANETA:

Kochane OPIEKUNKI .... Tez kiedys wyjechalam do Wloch bez jezyka ...ale nie ukrywalam tego.... mialam ze soba dobry slownik .... Bylo trudno... Od samego poczatku wzielam sie pilnie za nauke .... Po 2 miesiacach rozumialam juz o czym przy mnie rozmawiaja .... potrafilam odpowiedziec... /uwaga na dialekt/ ...\nTeraz sama ucze sie j niemieckiego .... idzie mi ciezko .... ale WYTRWALOSC i CIERPLIWOSC ... czasem sa oferty z j polskim.... moze i to jest wyjsciem by powoli wprowadzac slowka niemieckie ??? Pozdrawiam WSZYSTKICH