Opiekunka osób starszych – praca z powołania

Pani Katarzyna Szlaga to Opiekunka osób starszych z ponad ośmioletnim doświadczeniem. W rozmowie z nami opowiedziała o prawdziwym powołaniu, kierowaniu się intuicją w pracy i… dużym znaczeniu kuchni. Zachęcamy do lektury!

Pani Katarzyno, jak wyglądały Pani początki zawodowe?

Jako Opiekunka w Niemczech pracuje od 8 lat, a z ATERIMA MED już 5, czyli prawie od początku istnienia firmy. Wcześniej w Polsce zajmowałam się osobami chorymi i niepełnosprawnymi. Z wykształcenia jestem fizjoterapeutą, ale imałam się różnych zawodów – pracowałam w urzędzie, prowadziłam własny biznes, sprzedawałam na hali, pracowałam też w ubezpieczeniach... Śmieję się, że jestem taka pani Kwiatkowska – „żadnej pracy się nie boję”!

Dlaczego zdecydowała się Pani na wyjazd do Niemiec?

Zaczęłam wyjeżdżać z konieczności życiowej. Pracowałam na dwa etaty, a po pewnym czasie nawet na trzy. To była ciągła gonitwa i dlatego postanowiłam wyjechać do pracy do Niemiec. Po załatwieniu formalności i spełnieniu wymogów wyjechałam po raz pierwszy. Dla mnie na początku najcenniejszy wcale nie był kontakt z rodziną, ale dobra Koordynatorka tutaj w Polsce. Wyjeżdżając zostawiałam w Polsce moja 10-letnią córkę, dlatego bardzo potrzebowałam wsparcia u Koordynatorów. 

Ile wyjazdów do pracy do Niemiec ma już Pani za sobą?

Szczerze powiedziawszy straciłam rachubę. Myślę, że wyjeżdżałam około 30-40 razy. Dawniej preferowałam bardzo długie wyjazdy, teraz wyjazdy na miesiąc to dla mnie najlepsza opcja, ze względu na to, że mam chorego ojca i dorastającą córkę.

Czym kieruje się Pani w codziennej opiece nad podopiecznym?

Uważam, że Opiekunka musi korzystać z tej książkowej wiedzy i pilnować pewnych rzeczy bardzo rygorystycznie, ale wyczucie też jest bardzo ważne. Dla przykładu: jeśli podopieczny nie chce się wykąpać dzisiaj, to nic się przez ten jeden dzień nie stanie – czasem lepiej jest odpuścić, poszukać innego sposobu, skontaktować się z rodziną. Nie zmuszać, nie dyskutować i trochę odczekać.

Bardzo ważny jest rytm dnia seniora i uszanowanie jego przyzwyczajeń. Mój podopieczny je śniadanie o 12:30 i jest to jego stała pora od zawsze, dlatego nie próbuję tego na siłę zmieniać.

Ważne jest też to, żeby lubić swoją pracę – bo dziewczyny, które wyjeżdżają tylko dla pieniędzy wypalają się po dwóch latach. W gruncie rzeczy trzeba po prostu poczuć powołanie. Kiedy ktoś traktuje tę pracę jako ucieczkę przed problemami w Polsce, rozpoczyna pracę z bagażem stresów, to może być ciężko. A ja po prostu lubię ludzi!

A jak wygląda Pani relacja z obecnym podopiecznym i jego rodziną?

Już po raz kolejny wracam do tego samego podopiecznego. Zwykle z podopiecznymi jestem na Pan / Pani, bo tego wymaga sytuacja i do tej formy grzecznościowej są przyzwyczajeni. Ale z dziećmi podopiecznych i z rodziną mam kontakty bardzo przyjacielskie i luźne. Jeżeli już na początku pokażemy się z tej fachowej strony, to rodzina zobaczy, że wkładamy w naszą pracę całe serce.

Senior przez swoją chorobę może czasem być złośliwy, może mieć humory. Dla nas wsparciem w Polsce jest Koordynator, ale bardzo ważna jest też pomoc na miejscu właśnie w postaci rodziny. Są sytuacje, w których musimy się do nich zwrócić. To ważne, by opowiadać rodzinie na bieżąco o samopoczuciu podopiecznego, rozluźniać i ocieplać kontakt, np. upiec ciasto i porozmawiać o seniorze przy kawie. Komunikacja w naszym zawodzie jest bardzo ważna. Wiadomo, że nie z każdym można się zaprzyjaźnić – ja akurat mam szczęście do dobrych ludzi.

Jesteśmy Opiekunami i musimy sprawić, żeby ta jesień życia była dla seniorów możliwie najłatwiejsza, najprostsza i żeby się trochę pouśmiechali.

Czy ma Pani jakieś sprawdzone sposoby na budowanie dobrego kontaktu z podopiecznym?

Wyznaję zasadę „przez żołądek do serca”. W budowaniu relacji bardzo pomaga mi kuchnia i są to zwykle bardzo proste dania, takie jak gołąbki – Niemcy je uwielbiają! Ulubionym daniem mojego aktualnego podopiecznego, który jest wegetarianinem, są jajka w sosie musztardowym.

Poza tym, Niemcy są z natury bardzo ciekawi. Przede wszystkim warto opowiadać im o sobie – nie trzeba dużo, bo podopieczni nie są w stanie zapamiętać wielu informacji, ale warto ich trochę wprowadzić i zaznajomić ze sobą. W końcu nie jesteśmy osobami, które wpadają na 5 minut. Ja bardzo często – mimo że znam rytm dnia podopiecznego – przez pierwsze 2 tygodnie „uczę się” go. Pytam co lubi jeść, co chce robić i w jakich porach, czasem warto ten plan dnia trochę zmienić, jeśli może to pomóc.

Kiedy wyjeżdżamy do pracy po raz pierwszy i zaczynamy budować tę relację z rodziną to – mimo zmęczenia po podróży – ważne jest pierwsze wrażenie i krótka, rzeczowa rozmowa z osobą, która nas odbiera, a często jest to właśnie członek rodziny.

Podopieczni lubią też opowieści o naszej rodzinie – ja na przykład opowiadam o moich dziadkach, którzy pochodzą z Dusseldorfu. W sytuacji, kiedy podopieczny nie chce jeść, mówię „ale proszę spróbować, to receptura mojej babci” – zawsze działa!

Jakie momenty w pracy w Niemczech lubi Pani najbardziej?

Najbardziej lubię poznawać historię miejsc, w których jestem. Rodzina często opowiada mi o zabytkach w pobliżu. Uwielbiam klimat niemieckich jarmarków świątecznych, czyli Weihnachtsmarktów. Dowiedziałam się, gdzie mieszkał Goethe, zwiedzałam też jego dom. Dość dużo wiem o Niemczech i różnych landach, w których miałam okazję pracować. Kiedy opowiadam czego się dowiedziałam o danym miejscu, rodziny śmieją się, że wiem więcej na ten temat niż oni. Lubię dowiadywać się jak najwięcej o najbliższej okolicy i aktywnie spędzać czas – Niemcy to bardzo różnorodny kraj!

Dodaj komentarz

Na podany adres e-mail zostanie wysłany link potwierdzający dodanie komentarza. Adres e‑mail nie będzie prezentowany na stronie.